piątek, 27 września 2013

Eko-pranie i sprzątanie...

Jakiś czas temu wspominałam o Olsztyńskich Blogerkach i spotkaniu z 1 września.

Jednym z upominków z tego spotkania był  EKO-ZESTAW DO PRANIA I SPRZĄTANIA.

w skład tego zestawu wchodziły:

- orzechy do prania 

- soda oczyszczona

- kwasek cytrynowy

- olejek lawendowy.


 Szczerze to z orzechami do prania spotkałam się pierwszy raz i jestem nimi zdziwiona, 
ale bardzo pozytywnie.

Patrząc w pierwszej chwili nie miałam pojęcia do czego służą, później czytając dołączona małą instrukcje
 i sporą ilość wskazówek.

Okazuje się że z orzechów można zrobić wywar, który nadaje się zarówno 
do prania jak i np. z odrobiną olejku cytrynowego do czyszczenia większości powierzchni w domu.

Nie wykluczając kuchni, łazienki łącznie z blatami jak i podłogami czy oknami.

no cóż zrobienie wywaru jest proste nawet bardzo trzeba tylko uważać żeby nie uciekły z garnka.


więcej na PUPUS 

 z dokładnym opisem i  bardzo dużą ilością zastosowań.


Soda oczyszczona:



no cóż robiąc z niej pasty, posypując dywan można by odświeżyć pół domu jak nie cały.

Potrafi pochłaniać zapachy, czy doczyścić toaletę, usunąć osad z pralki, 

więcej   również  TU

Kwasek cytrynowy:

tu chyba każda z nas wie, że doskonale odkamieni   czajnik.

WIĘCEJ 

Olejek lawendowy:

30 ml  naturalnego olejku....(na zdjęciu pomiędzy sodą a kwaskiem)

Jak go wykorzystać zapraszam

cytat z PUPUS


100% naturalny olejek eteryczny
Olejek lawendowy - duża butelka 30ml!
pieluszki - jest znany ze swojego działania hamującego rozwój bakterii, dlatego świetnie sprawdza się przy pieluszkach wielorazowych. Można go dodać na dno pojemnika z brudnymi pieluszkami oraz jako dodatek do prania.
literatura podaje znacznie szersze zastosowanie olejku lawendowego w lecznictwie. Mówi się o nim jako o olejku
 o najbardziej wszechstronnym działaniu. Jego przeciwbólowe, antyseptyczne i antybiotyczne właściwości sprawiają iż olejek ten może być doskonałym lekiem przy przeziębieniu lub grypie, łagodzi kaszel, katar i zapalenie zatok. W takich przypadkach najlepsze okazują się być inhalacje. Lawenda ma też działanie uspokajające. Łagodzi depresje, lęki, stany podenerwowania., ułatwia zasypianie - szczególnie przy bezsenności spowodowanej zdenerwowaniem. Z drugiej strony pobudza przy ociężałości umysłowej i zmęczeniu psychicznym - stymuluje pracę układu nerwowego.
Przeciwbólowe działanie olejku lawendowego wykorzystuje się przy bólach głowy, migrenach (można kilka kropli delikatnie wetrzeć w skroń lub położyć zimny kompres na czoło lub kark), a także przy bólach menstruacyjnych (okłady). Uważa się, iż olejek pomocny jest również przy nieregularnym cyklu i problemach menopauzy). Olejek ten stosuje się przy bólach reumatycznych i mięśniobólach (kąpiele lub masaż). Bakteriobójcze i grzybobójcze działanie olejku często wykorzystuje się do pielęgnacji skóry a szczególnie w walce z grzybicami skóry, stanami zapalnymi skóry, egzemami, a nawet z trądzikiem, łupieżem i rozstępami skóry.
Olejek zapobiega gromadzeniu się płynów w organizmie dzięki czemu może być wykorzystywany w leczeniu cellulite i otyłości (kąpiele, masaż).
Olejek lawendowy bardzo często wykorzystywany jest jako środek odstraszający owady. Szczególnie znany jest ze swego repelencyjnego działania na mole, ale skutecznie odstrasza również inne owady jak na przykład komary. Olejek lawendowy znakomicie łagodzi skutki ukąszeń owadów.
Olejek lawendowy dobry jest do stosowania w mieszankach. Działanie olejku pogłębia się jeśli zastosuje się go w połączeniu z innymi olejkami np.: z rozmarynowym (przy mięśniobólach), z melisy (egzemy), z bergamotowym lub cytrynowym (odstrasza komary),. Z drugiej strony lawenda podwyższa skuteczność innych olejków z którymi jest zmieszana.

No cóż, pranie zrobione, czyste i pachnące pralka w powietrze nie wyleciała.
Chyba zacznę eksperymentować z robieniem własnych płynów do prania zależnie od zapachu

dla zainteresowanych i tych którzy jeszcze nie spotkali tej Eko-firmy 

Na stronie można również znaleźć porady z użyciem  octu.

Tak tak octu.
 O ile soda i kwasek cytrynowy mają zapach może nie przyjemny,  ale do wytrzymania

to octu zapachu nie znoszę.

Od jakiegoś czasu miałam jednak problem z nalotem na kabinie prysznicowej.

W pewnym momencie zaczęłam ją myć co drugi dzień, a nalot w trudno dostępnych miejscach

 i tak był nie do usunięcia.

Stwierdziłam a co mi tam spróbuje octu.
Zalałam te trudno dostępne miejsca.
 Po godzinie przetarłam gąbeczką i starą szczoteczką  do zębów.

Efekt piorunujący!!
 Od tygodnia żadnego nalotu nie ma.

Zapachu octu pozbyłam się równie szybko, ale o tym następnym razem.

Powiem tak jeżeli za ocet mogę zapłacić jakieś marne pieniądze a za te wszystkie  środki do mycia kabiny trzeba by płacić grube pieniądze.....

Wybór jest prosty.

Wybieram ocet, wydajny, łatwo dostępny.

czwartek, 26 września 2013

Łowicz 100%

           No cóż, natknęłam się  na niego w sklepie.

Reklama cudna, ale jej ani trochę nie wierzyłam,

Mąż mówi no spróbuj...

No to kupiłam.

Odkręciłam i się zdziwiłam...

w słoiku zamiast zwyczajowej galaretki i trzech owoców, dużo kawałków owoców.

Nie za słodki...





Ale jak dla mnie cena powala......

zrobiłam swoją wersje tylko malinową.

po podliczeniu wychodzi wciąż mniej:/

Ale smak jak na kupowany dżem całkiem niezły, ale czy 100% ?

Nie przekonał mnie ....

Wolę jednak sama postać przy garach wtedy wiem co jest w słoiku.

środa, 25 września 2013

leczo z mrożonki czemu nie?


Leczo z mrożonki???

okazuje się że tak.

Kiedy mam ochotę na szybki obiad, 

sięgam po warzywa HORTEXU.

Dlaczego?

Są zdrowe smaczne i a przez mrożenie zachowują 

najważniejsze składnik :)

Szybkie leczo z paczki:

- paczka warzyw mrożonych Hortex - leczo 
- ja użyłam kiełbasy nie duże pętko
- przyprawa do gulaszu - jedna łyżka 
- pół słoiczka przecieru pomidorowego 
- odrobina oliwy do smażenia warzyw.
- kasza gryczana


Szybkie tez jest wykonanie, na patelnię z rozgrzaną oliwą wrzucamy kiełbasę podsmażamy i dodajemy warzywa.

Doprawiamy i dodajemy przecier może być odrobinę wody i tak odparuje.

W między czasie gotujemy  kaszę gryczaną.

W sumie przygotowanie zajmuje 20 minut  czyli tyle ile gotowanie się kaszy.

Smacznego  :)

wtorek, 24 września 2013

kurczak z imbirem i mlekiem kokosowym

Eksperymentalnie zrobiłam dziś takiego kurczaka 

doprawiłam normalnie pomijając czosnek, który zwykle dodaję.

Pokroiłam imbir w cieniutkie paseczki i posypałam nimi kurczaka ułożonego 

w naczyniu żaroodpornym.

 Potem polałam połową puszki mleka kokosowego i piekłam prawie dwie godziny 

odkrywając go na ostatnie 15 minut.

Że moja rodzinka nie do końca lubi moje eksperymenty w kuchni

nie robiłam nawet zdjęcia...:/

 Szkoda bo Piotruś ciągle chciał dokładkę, 

a mąż nie do końca wiedząc czym jest doprawiony, zjadł spora porcję:)

Lubię takie eksperymenty  

zwłaszcza kiedy moi dwaj najbardziej stanowczy smakosze są zadowoleni:)


Składniki :

 4 ćwiartki z kurczaka
0,5 puszki mleka kokosowego 
niewielki kawałek imbiru
przyprawa ja tym razem użyłam przyprawy do drobiu prymat
można lekko podlać kurczaka wodą

Proste, szybkie danie o lekkim i ciekawym smakiem..

poniedziałek, 23 września 2013

Mamuśka na zakupach :)

To co mam w szafie powili zaczyna nie wystarczać więc pora na małe zakupy 
niestety nie były one takie małe :)
podsumowując 2 pary spodni ciążowych

oczywiście jeans i czarne to tego 

zobaczcie i pomóżcie mi się zdecydować



Czerwona tuniko sukienka, na żywo wygląda o wiele lepiej niż na zdjęciu 


tak to mój brzuszek:)
a jeszcze na  spotkaniu olsztyńskich blogerek  praktycznie i nie było go widać:)


szary sweterek, bardzo cienki ale leży genialnie nawet na ciążowych spodniach...

co myślicie??

trochę zakupów dla mam które lubią spódnice i sukienki

dzięki uprzejmości firmy LIDA

 dostałam do testów 3 pary rajstop ciążowych.

Oczywiście jedne od razu założyłam
jak narazie wrażenia bardzo dobre... zobaczymy za kilka dni.



środa, 18 września 2013

oj to nie jest mój dzień

Dziś zdecydowanie nie jest mój dzień.
Piotruś miał lekki katar, ale postanowiłam zostawić go w domu...
 Katar u mojego kochanego szkraba zawsze kończy się marudzeniem, bo podobnie jak ja go nie znosi.
specjalnie mu się nie dziwę. 

Poza lekkim katarem jego samopoczucie było świetne i nawet chęci do współpracy dziś były:)

Dzień owocny w posprzątany przez mojego syna jego własny pokój i uprzątnięte po sobie zabawki w salonie.

Dużo prac plastycznych które Piotruś uwielbia...


istne szaleństwo, zagadki kolory, nawet udało nam się dziś liczyć, coś co lekko spowolniło ilość jego wykonanych dziś prac to ten przypadkowy mikołaj

i nożyczki:)





 Piotruś dostał kilka długich pasków bibuły i  widząc nożyczki postanowił je pociąć

ciął i ciął 
 a ja miedzy czasie robiłam kulki z białej bibuły:)








Przyklejania co nie miara i bardzo dużo radości...
prosty obrazek, klej, bibuła i nożyczki

dziecko zajęte, szczęśliwie i nie nudziło się przez cały dzień.

Kiedy Piotruś skończył swoje dzieła jak je nazywa 
 zbudował domek, sobie i zabawkom pod parasolem żeby na nie niego nie padało. 







Ja po tym dniu pełnym zajęć, bo jak to mama w domu zawsze jest co robić
a to obiad, a to ciasto, a to wymyślić coś Piotrusiowi na zajęcie jak wstanie :)

 no i oczywiście konfitura z gruszek którą pachnie....

Pracowity dzień a ja czuję się pokonana....
Najbardziej pokonuje mnie myśl, że niedługo przyjdzie na świat jeszcze jedno dziecko.....
i że nie dam rady.... 

poniedziałek, 16 września 2013

Trochę o ciąży mojej 2 ciąży:)

Mamowy blog a że witam się znowu z tematem ciąży 
pora trochę o niej popisać.

Pierwsza ciąża nie umknęła mi nawet na chwilę, bo bardzo szybko się zorientowałam że coś tu się zmienia i trzeba potwierdzić to badaniami. 

A że testom nie ufam ani troszeczkę  szybko wybrałam się do laboratorium dać się pokuć i zrobić testy z krwi. pierwszy wyszedł nie jasny  więc po tygodniu go powtórzyłam 
wyszedł pozytywny.

Co ciekawe pierwsze wizyty u ginekologa były o kulach o była świeżo po artroskopii.

Ciąża nie była najłatwiejsza na początku biorąc pod uwagę  zrzucenie 6 kg w pierwszym trymestrze
 i do godzin południowych raczej nie oddalanie się od toalety ponieważ nudności nie dawały mi żyć.

brzuch pokuty bo po zabiegu musiałam dostawać a właściwie robić sobie zastrzyki przeciw zakrzepowe.

Druga natomiast ciąża  nie miała łatwego początku.
 Dlaczego??

Od czego zacząć...

Weekend majowy, bo  wtedy udało nam  się zajść w 2 ciąże nie był najłatwiejszy.

Piotrusiowi jakiś tydzień wcześniej rozstawiliśmy  trampolinę w majowy weekend piękna pogada,

trzeba zrobić grilla i mój mąż chciał pokazać synowi, że trampolina jest bezpieczna..

Skoczył tak niefortunnie z małym na rękach,  że skończyło się zwinięciem na trampolinie w kłębek,

parę godzin później odwiozłam go na pogotowie, gdzie spędziłam z nim jakiś czas...

 odwiozłam syna do domu położyłam spać..

Piotruś został pod opieka dziadka  na wypadek gdyby wstał a ja pędem do polikliniki gdzie mój mąż dalej czekał na przyjęcie.

Kiedy już udało się go przyjąć masę badań.....

 Po kosmicznej dawce leku i ból który nie ustał

został wypisany do domu

potem zaczęły się już wizyty prywatnie, bo kontrola po 24 a właściwie po 48 godz. wyglądała tak że  lekarz niby specjalista  owinął go bandażem i zapytał

"i co już nie boli??"

no dobrze że mnie tam nie było...

Umówiłam męża prywatnie bo się ruszyć nie mógł tak go bolały plecy.

Okazało się że ma  zerwany przyczep mięśniowy  przy kręgosłupie.

dostał kilka tygodni w domu najlepiej w łóżku, jak najmniej ruszania się

i dużo leków bardzo mocnych.

 Dla mnie oznaczało o tyle że musiałam i chciałam mu pomóc w pracy więc to uczelnia, po uczelni papiery i praca. było wesoło nawet bardzo.



Tylko mój mąż poczuł się lepiej kilka dni później

telefon z przedszkola,

Piotruś ma gorączkę ale ni wiadomo jak dużą bo termometr nie działa...

Pędem do domu, mąż mnie zabrał z miasta w torebkę syrop termometr i po młodego do przedszkola.

Mały ma prawie 39 gorączki, ale dopiero kiedy jego Pani wrócił do mnie zadzwoniła mimo ze dziecko zasnęło na rekach innej przedszkolance podczas karmienia co mojemu bardzo ruchliwemu dziecku się nie zdarza.

Pomijam że rano dziecko było bez gorączki, kataru i czuło się świetnie...

Szybka jazda do lekarza, zapalenie gardła ... bo płuca czyste.

następny tydzień to jedna wielka pomyłka,.....

6 dni 3 lekarzy i wszyscy twierdzą, że 39 i więcej temperatura u dziecka to norma, w tym Pani na pogotowiu bo kiedy dobił do prawie 40 zawieźliśmy go od razu.

Mało brakowało a nazwałby mnie panikującą wariatką...

W między czasie ja zaczynam pracę... otwieramy sklep wiec godziny pracy przeróżne.

W końcu Piotruś zostaje przyjęty do szpitala po tygodniu naszej walki z gorączkami nawracającymi jak bumerang....

i cały tydzień nawet nie kaszlnął.
temperatura przekroczyła 40 stopni więc ponownie jedziemy na pogotowie, najpierw ambulatorium
 potem lekarz a izbie przyjęć który jako pierwszy stwierdził że dziecko ma przecież zapalenie płuc i to już poważne.

Komentarz lekarza "dlaczego Państwo tak późno zgłosili się do szpitala"

Myślałam że mnie krew zaleje na zmianę z łzami.

Przyjęcie do szpitala było okropne....

koło 3 pokuli mi dziecko które było bardzo dzielne, o raz enty w tym tygodniu wywiad pomijam ze zrobiła go Pani w ambulatorium i Pan na izbie przyjęć.

Rentgen, jakieś łóżko i o 6 rano pobudka.

Ja w ciąży, nie wiedząc że jestem w ciąży czułam się jak wrak człowieka.
Mąż ledwo zaczął normalnie pracować i chodzić trzeba było kombinować ze szpitalem bo dziecka samego nie zostawimy.

Nasz dzień wyglądał tak
 6.00 pobudka,  temperatura leki kroplówki,
potem śniadanie, obchód,  chwila ciszy
na początku Piotruś dużo spał i dostała masę kroplówek

(zaliczyliśmy izolatkę, bo jego stan był poważny)

potem wpadał z pracy mój mąż ja do pracy na 8 godzin i prosto do szpitala,
było to koło 22-23 chwila rozmowy jak minął dzień, jak Piotruś.

On do domu, ja do sali, w nocy kroplówki mały się budzi....
 nei wiem czy spałam po 3 godziny....
i tak w koło przez ponad 3 tygodnie.

Udało nam się wyjść ze szpitala, ledwo się ogarnęłam w domu. Piotrusia lekko podkarmiłam bo na szpitalnym wikcie było jak było. Masę rzeczy trzeba było mu kupić bo część niestety nie dało się zjeść....

i cóż to był ciężki okres dla nas wszystkich...
 
teraz jestem w drugim Trymestrze.

Moja pierwsza ciąża się wtedy uspokajał ta dopiero daje daje o sobie znać....

niedziela, 15 września 2013

Spotkanie MUM Bloga w Olsztynie:)

Zbieram się do tego posta i zbieram.

Na początek ogromne podziękowania
dla  tych oto Pań,  które podjęły się organizacji tego  spotkania



Spotkanie odbyło się w Chilli na olsztyńskiej starówce


 



Wszystko był bardzo ładnie przygotowane...




Do rozmów przy kawie 

obowiązkowe ciasteczko..



Tak wyglądam ja 
 prawie w połowie ciąży:)

 

Czekał na nas oczywiście pyszny obiad, ale nie byłabym sobą gdyby coś mi się nie przytrafiło

otóż okazało się że moje zamówienie Panie pomyliły i nie dostane łososia:)

Trudno kurczak też był pyszny...


poza pogaduchami przy kawie w doborowym towarzystwie

były również  wykłady 


 była również Pani dietetyk. 

 no i oczywiście masę prezentów od sponsorów naszego spotkania 








Na koniec jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie w koszulkach z Reksiem 
i resztę 1 września spędziła zrelaksowana z dwójka moich mężczyzn w domu...


Dziewczyny jeszcze raz wielkie dzięki było naprawdę fantastycznie Was zobaczyć porozmawiać i posłuchać.

Wróciłam naładowana pozytywną energią z uśmiechem 

 i osobiście bardzo odpoczęłam  bo mimo największej miłości do męża i syna czasem dobrze jest się 

spotkać z innymi mami, od których można usłyszeć parę pokrzepiających rzeczy. 

Zapomniałam tez dodać a to pewnie dlatego że mój syn akurat w domu wtedy śpi 

że pociechy mam które je zabrały miały również fantastyczną zabawę, ale o tym w następnym poście :)

Dzięki i mam nadzieję że jeszcze nie jedno takie spotkanie przede mną. 



Spacer sprzed tygodnia ...

Chcę się z Wam podzielić zdjęciami ze spaceru tydzień temu,

bo dziś pogoda nie bardzo pozwala na taki strój przynajmniej u nas,




Piotruś uwielbia miny robić do zdjęć i  pozować i za każdym razem koniecznie każe 
robić sobie zdjęcia i pokazywać  czy na pewno wyszły tak jak chce.




 Jesienne liście które już wykorzystaliśmy do rysunków i jak mówi mój syn do dzieł jego 



Tak Piotruś się obraża jak mu się nie chce robić zdjęć



A uśmiechać też się lubi:)

Mam nadzieję że nie jest to nasz ostatni taki spacer w tym roku ale jak patrzę na pogodę, to krótki rękaw można powoli chować do szafy. 



piątek, 13 września 2013

Piotrkowe humory i zabawy w domu....

Piotruś poszedł do przedszkola, a właściwie do niego wrócił
 od poniedziałku jakoś przestało mu się w nim podobać 
ale nie chce powiedzieć dlaczego...

 dziś żeby od niego coś wyciągnąć zostawiłam go w domu


na początek ćwiczyliśmy rączki kulki z plasteliny i z bibuły ale największa radocha była z klejeniem maków

 nieco później 
 Piotruś wziął się za swoje wykręcane farby, 
które dostał  na spotkaniu Olsztyńskich Blogerek :)

  


 farby sprawdzają się bardzo dobrze a Piotruś uwielbia nimi kolorować, 


ale że Piotruś uwielbia farby na jednych się nie skończyło
jak miał niecały rok znalazłam mu farby do malowania rączkami i Piotrek uwielbia się nimi i dziś bawić> 

 Odciskaliśmy rączki i robiliśmy  
jesienne liście.

 Z wcześniejszego spaceru zebraliśmy trochę liści  i je tez wykorzystaliśmy.



Piotruś wymyślił ptaka z liści:)
 bawiliśmy się tez z jego ulubionym bohaterami z bajek. 


Na próbę kupiłam książeczki dla 3 i 4-latka
są z naklejkami, wycinankami a co ciekawe ta dla 4-latka ma również dyplom, 

który wypełnia rodzic.

ale tylko po wypełnieniu książeczki której nam już niewiele zostało.
My zakupiliśmy je w Tesco ale można je również znaleźć:

książeczki kosztowały niewiele  bo po 7,99 zł za książeczkę.

Polecam gorąco Piotruś  dzięki  temu nawet nie interesuje się za bardzo bajkami
co jest miłą odmianą po szpitalu.  

Z  ciekawszych propozycji  mamy jeszcze 

 mam 3-latka kupione jakiś czas temu w Biedronce. 
Zestaw zawiera książeczki na każda porę roku, wiosnę, lato, jesień i zimę 
zabawy dostosowane są pory roku,  
  


A tak mój 3-latek kończy wieczór w nagrodę jedna bajka u rodziców, 
 i 2 bajki czytane w łóżku.


Piotruś się wycisza i spokojnie zasypia przy czytaniu bajki.



Książka spodobała się Piotrusiowi jak tylko ją zobaczył 
 bo już na okładce jest złomek i zygzak jeżeli ktoś jest już w temacie:)

Bajki są na stronę  a jest ich 365 czyli na każdy dzień jedna.

 nawet z datami i dopasowanymi kalendarza. 

książka kosztowała nas 55 zł 
 i jest z wydawnictwa EGEMOT
 więcej  można znaleźć TU

Sama książka jest bardzo solidna i pięknie zrobiona, naprawdę warta  zakupienia.