środa, 19 marca 2014

karmienie nie zawsze piersią...

Mleko matki jest najlepsze dla dziecka i trudno się z tym nie zgodzić, 
ale nie każda z nas może karmić piersią.

Dziś o historii jednej z mam, która nie karmi piersią mimo że bardzo by chciała 



oki wiec opowiem Ci moja historie hihi


wszędzie tylko 'karmienie piersią karmienie piersią... 
w szpitalu straszna walka z matkami żeby karmiły piersią a nie sztucznym. 
Jeszcze w czasie ciąży mnóstwo ulotek zajęć itp. byle tylko przekonać matki do tego
-mnie nie musieli bo ja zawsze chciałam karmić piersią...nie uznawałam sztucznego mleka
ale niestety musiałam się przekonać do niego...
zaczelam się już niepokoić w ost trymestrze ciąży, bo nadal nie miałam pokarmu, gdzie moje koleżanki, znajome skarzyly się na 'przeciekanie piersi'...
częściowo wynikało to z tego ,ze po porodzie był źle zważony-zawyżona miał wagę)i się zaczęło... 
co chwile przychodzili mnie szkolić z karmienia piersią...
kazali ściągać pokarm , 
a raczej pobudzać laktacje bo niestety do laktatora nic nie leciało....
zamiast wyjść po jednej dobie spędziliśmy w szpitalu 5 dób...
Niestety w nocy 2/3 doba położna powiedziała ze musimy wprowadzić sztuczne
ryczałam jak głupia bo bałam się ze tak już zostaniemy... 
mieliśmy plan: 5 ml mojego i 30 ml sztucznego...
waga podskoczyła i wróciliśmy do domku już bez podawania sztucznego. 
Niestety waga bardzo wolno szla w gore -wizyty położnej zostały przedłużone, 
ważenie co tydzień waga rosła o 50 g na tydz... czasem 100 g.
Mieliśmy robione różne badania, wszyscy się dziwili, bo synuś naprawdę dobrze spal mało płakał i ogólnie był radosny.
Ja dobrze się odżywiałam piłam.
Po każdym karmieniu piersią pobudzałam laktacje jeszcze laktatorem- ściągałam przez to dodatkowe mleko, które podawałam synowi - dużo tego nie było-50 ml po karmieniu z obu piersi.
Tu nie ma centyli tylko takie siatki z wykresami - waga początkowa oraz wzrost.
wg tego jak powinien przebiegać rozwój w kolejnych tygodniach i miesiącach.
Po 2 miesiącach z naszej linii, wykresu spadliśmy poniżej wszystkich linii....i wtedy już musieliśmy wprowadzić sztuczne kolejny raz. Zaczęliśmy jak w szpitalu od 30 ml-plan był taki-pól godziny karmienia piersią i 30 ml modyfikowanego.
Po tyg. podskoczyliśmy do 60 ml.
Niestety na takim planie wytrzymaliśmy 2 tyg-po tym czasie skończyłam karmić piersią, ponieważ Synek już nie chciał 'cyca'...butelka stała się jego ulubienica...
Ściągałam pokarm, ale tez nie zawsze - 90 ml-100 ml. 
Byłam załamana wprowadzeniem sztucznego mleka i finishu mojego - dosłownie ryczałam karmiąc Syna 
... ale maluszek zaczął przybierać w zaskakującym tempie, nawet 350 g na tydz! 
Teraz już jesteśmy na naszej linii urodzeniowej i Syn zjada 150-240 ml  
zależy jaki ma nastrój hihi.
W końcu dostał pultynków i serdelków, na które tak bardzo czekałam. 
Ciesze się, ze jest zdrowym szczęśliwym bobaskiem! 
Nawet jeśli to zasługa sztucznego mleka-widocznie tak musiało być.  
To Syn jest najważniejszy i najważniejsze by był zdrowy i najedzony  
Wiem, ze przy drugim dziecku będę próbować znowu karmić piersią, jednak nie będę czekać aż tak długo na wprowadzenie sztucznego (jeśli będzie taka konieczność) jak w przypadku Syna! 
Teraz z perspektywy czasu wiem, ze stanowczo za długo zwlekaliśmy.
poród-oczywiście od razu przystawienie maluszka od razu PO.
Wydawało mi się ze jest ok-położne to przyznały. 
Niestety następnego dnia rano już nie było tak kolorowo, bo Syn stracił sporo na wadze....



Tyle z opowieści Matki na obczyźnie...


Ja miałam więcej szczęścia, karmiłam syna piersią 9 miesięcy córkę mam nadzieję karmić dłużej i gdybym nie mogła karmić też płakałabym podając butle ze sztucznym mlekiem.

Znacie mamy, które nie mogły karmić piersią???

Tak od siebie Wam powiem że będąc w szpitalu po drugim porodzie jak się pielęgniarki i położne zorientowały, że to moje drugie dziecko ....
Nie pomagały mi w ogóle przy karmieniu i przystawianiu....

Może to i lepiej bo sobie radziłam, a były mamy który miały ogromne problemy...

Jedno co mnie zdenerwowało to taka sytuacja:

Noc Pani chodzi od sali do sali i słysząc kwilące dziecko upycha mu do buzi strzykawkę z roztworem glukozy żeby móc iść spać...

Mała budziła się rzadko w nocy, bo dobrze jadła, ale na łóżku naprzeciwko leżała kobieta, która była po cesarce i miała problem z przystawieniem dziecka.

Pielęgniarki były na sali bardzo często, kiedy moja mała zapłakała raz pędem pojawiła się pani ze strzykawką i z ogromnym oburzeniem, że ktoś nie śpi próbowała mojemu dziecku, dobrze przybierającemu na wadze, spokojnemu upchnąć glukozę, bo chwilę kwiliła...

Nie pozwoliłam na to więc przyszła jeszcze dwa razy sprawdzić czy na pewno młoda je żeby na wszelki wypadek ją nafaszerować...

Byłam wściekła.

Ale to na szczęście jedyna taka osoba na tym oddziale, przynajmniej mi się trafiła jedna....

5 komentarzy:

  1. Wiem co czujesz i rozumiem Twoją rozpacz. Ja bardzo chciałam karmić córeczkę. Początki były trudne a jak już się wszystkiego nauczyłyśmy to ja nagle wylądowałam w szpitalu z ostrym zapaleniem trzustki i zapaleniem woreczka żółciowego. Przestałam karmić z dnia na dzień :( Strasznie to przeżyłam. W Twoim przypadku myślę, ze nie popełniłaś żadnego błędu, po prostu synek potrzebował więcej a jego zdrowie było najważniejsze.
    Teraz mam rocznego synka i wiesz nadal karmię go piersią :) Myślę, ze z drugim dzieckiem Tobie też się uda :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie moja historia ale bliskiej mi osoby.... dziękujemy za słowa wsparcia :)

      Usuń
  2. Sama przez błąd lekarski miałam możliwości karmić tylko niecały miesiąc. mysz była karmiona w sposób mieszany,bo po trzech tygodniach karmienia piersią i pompowania laktatorem z obu piersi w sumie wygrywało 30 ml :(

    OdpowiedzUsuń
  3. To przykre dla matki gdy nie może karmić, bo wiem ile znaczy karmienie piersią.Ja karmiłam córkę do 8 mies.Pamiętam położna która do mnie przychodziła zawsze powtarzała: jeśli pierś, to nie wprowadzać smoczków, butelek, ani niczego do ssania, ponieważ dziecko swoją potrzebą ssania w naturalny sposób pobudza laktację.Tak mi to tłumaczyła, że jeśli dziecko sobie będzie ten odruch zaspokajało poza piersią, to laktacja u mamy może być zaburzona...niby logiczne, więc siedziałam taka "zrośnięta z dzidzią nawet po 5 godzin kiedy miałam tzw. kryzys laktacyjny " żeby pobudzić mleczko, ale przecież są sytuacje, kiedy nie wszystko idzie ok, i dziecko trzeba dopajać modyfikowanym mlekiem i co wtedy?Obecnie jestem już na finiszu ciąży, i ani razu nie miałam "wycieku", dlatego tez zastanawiam się, jak to będzie z tym moim pokarmem...zatem jak dla mnie temat na czasie. Zszokował mnie natomiast opis szprycowania glukozą, ponieważ u mnie w szpitalu( a ma najgorsze opinie w mieście) był bardzo duży nacisk, żeby jednak naturalnie karmić.Położne w nocy przychodziły i pomagały przystawiać, a zaznaczę, że moja mała darła się w nocy najgłośniej i najczęściej chyba na całym oddziale:D Pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkie mamy które maja problem z karmieniem.To trudne, ale dziecko nawet z butelką w buzi, w objęciach mamy jest najszczęśliwsze, i to jest ważne;)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. It's an amazing article for all the online users; they will get
    benefit from it I am sure.

    My blog post ... Warframe Hack Platinum

    OdpowiedzUsuń