poniedziałek, 15 grudnia 2014

Nosicie się czy wozicie?

To jak jest u Was? Nosicie się czy wozicie?
 Przyznam szczerze że u nas i tak i tak. Wozimy się i nosimy. Co wolę bardziej? Zależy od prostych kilku czynników. Dziś przyznaje szczerze noszę, od rana na rękach z gorączką i wymiotami noszę na rękach młodszą pociechę. Po co bo ona tego potrzebuje, bo się uspokaja i jest jej lżej. 


Pamiętam, ale coraz mniej jak była taka malutka, a już za chwilę kończy roczek. Czasem drażni mnie ciągłe noszenie na rękach, ale potem zerkam na Piotrka, jest duży. Nie spieszy mu się do mamy na ręce, chodź nie powiem są dni kiedy pędem biegnie się przytulić. Uświadamia mi to że Roksana niedługo będzie w jego wieku, czas ucieka mi przez palce i każda chwila blisko nich daje mi siłę, radość i to coś:)  


Wozić się lubimy nie powiem, Piotr i Roksana lubią wolność, swobodę i nie koniecznie być chcą na rękach, w wózku można poszaleć wykopać zabawki a latem jest chłodniej niż u mamy na rękach.


Są też dni jak ten dziś, czy ostatni blogowy weekend, że jest masę spraw, ona czuje się źle i musi być jak najbliżej. Kiedy dużo się zmienia, kiedy jest szybko w różnym otoczeniu, wtedy pewniej czuje się na rękach zawinięta i tylko czasem kiedy jej się nudzi albo się przyzwyczai wyciąga ręce do góry i chce wyjść.


Są też takie dni jak dziś, kiedy gorączka ją męczy, kiedy bez nosidła miałabym dwie ręce cały czas zajęte, kiedy zrobione jedzenia Piotrkowi byłoby nie możliwe bo odłożenie czy posadzenie jej na chwilę kończy się strasznym krzykiem, kiedy spokój jest jedynie przy piersi. 


Lubię to uczucie kiedy mam ją blisko i ogromnie żałuję, że Piotra nie nosiłam.
Wiem że na jednym zdjęciu są luźno ramiączka, to były nasze pierwsze chwile w nosidle i nie do końca jeszcze  się z nim znałam. Teraz nosimy się dalej, mało dużo, nosimy. Jest to dla mnie dobra alternatywa kiedy jestem z obojgiem i muszę coś robić. Mam dwie ręce wolne, a dziecko jest blisko. Są też miejsca gdzie wózkiem zwyczajnie się nie pojedzie i wiem już, że polecę nosidło każdemu.
 Powiem Wam że było mi bardzo miło że kilka pań podeszło do mnie w Galerii kiedy nosiłam małą i pytało co to za nosidło i jak się nam nosi.
 Tu mała podpowiedź to piękne kolorowe nosidło jest z firmy Lenny Lamb TUTAJ   znajdziecie wybór nosideł. Mnie kolory urzekły a w naszym jestem zakochana na maksa. 
 Jak myślę że tak się bałam nosideł i chust a teraz szkoda mi kiedy mała z niego ucieka, zastanawiam się jak dużo przytulania przeszło mi obok nosa, jak wiele zaczepek... Jak wiele bliskości...
 szkoda mi każdej tej chwili. 

Zdjęcia dzięki uprzejmości Mama diabełka i Mama Bloguje

6 komentarzy:

  1. Niestety nie nosiłam, kiedy urodziłam Pawła wszystko było dla mnie takie nowe i tylko woziliśmy się. Podejrzewam, że przy kolejnym dziecku bez noszenia się nie obejdzie, tym bardziej, że w domu będzie starszy brat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie powiem lubię się wozić, ale teraz nie wyobrażam sobie nie nosić:)

      Usuń
  2. O piękne zdjęcia *.*

    Może wspólna obserwacja? Daj znać u mnie:
    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. My się nie nosimy. Nie możemy. Krzyś ma asymetrię ciała z którą walczymy i nosząc go tylko bym mu krzywdę zrobiła. Ale jest coraz lepiej i mam nadzieję niebawem zacząć się nosić. Zazdroszczę mamom, które mogą. Dziecko jest szczęśliwe a mama może się zająć czymś co wymaga obu rąk.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię noszenie.
    Cieszę się, że miałam okazję nosić w chuście od malutkiego. Choć żałuję, że tak szybko minął nam ten czas i tak mało uwagi poświęcałam chuście.
    Teraz nosidło MT nas ratuje. Bo jest szybciej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Każdy lubi być i noszony i wożony, chociaż zaletą noszenia jest to, że widzi się wszystko z wyższej pozycji i patrzy bezpośrednio na twarze. Takie nosidło to fajna rzecz. Nawet dzieciom z nim wygodnie i je lubią :D

    OdpowiedzUsuń