niedziela, 15 marca 2015

Mam dzieci nie mogę... Czyli bardzo niespójne myśli...

Debata ostatnia na temat nie wpuszczania dzieci do restauracji i innych miejsc trochę mnie irytuje. Dla mnie dziecko o nie przeszkoda i można z nim robić milion rzeczy pod warunkiem że się tego chce. Moje pierwsze wyjście po pierwszym porodzie było bardzo szybko bo syn miał niespełna miesiąc, urodziny męża, szybki obiad na starym mieście. Wpadliśmy, zamówiliśmy a wszystko przy śpiącym maluchu, spał sporo a ja potrzebowałam chwili z dala od pieluch, prania i karmienia, godzinki nie w domu. Mąż o tym wiedział, on tez potrzebował wyjścia z domu, potrzebowała oderwania mnie od codzienności w której zapomniałam o sobie i o nas.




To częsty błąd młodej mamy. Świat choć chcemy żeby kręcił się tylko wokół tej jednej istoty, ma też inne punkty. Mimo że mało widać to u nas na zewnątrz, potrafimy znaleźć chwile dla naszej dwójki, tylko dla niej. Nie chodzi o wypad we dwoje na drugi koniec świata. Wystarczy codziennie parę minut tylko dla nas niezależnie co robimy. Wracając do tematu nie zabierania dzieci do restauracji. Rozumiem że wychodząc z domu zostawiając dzieci i urywając się we dwoje, sporo osób nie ma ochoty widzieć dzieci. Tylko pomyślał ktoś po co są kąciki dla dzieci? Nie? No cóż idziemy z dzieckiem do restauracji na obiad,  ona znajduje kącik z nowymi zabawkami, a rodzice  w spokoju jedzą, żeby dziecko nie marudziło jak zechce soczek rodzice zamawiają i tak z każdą zachcianką, byle mieć chwilę  i ludzie nie patrzyli na nas spod byka że co to jest zabierać dziecko w miejsce publiczne, które się drze bo chce…. Pomyśleliście że takie właśnie spojrzenia napędzają kaprysy dzieci? Byliśmy na mieście ostatnio z dwójką, na obiedzie…. Prawie 5-latek i lekko ponad roczniak, bez krzyków, bawiąc się, nie wadząc nikomu, pobawili się zjedli, próby marudzenia i szybka zapłata rachunku. Wyszliśmy, nie wadząc nikomu… Można tylko jest jedno, ale syn wychodził z nami właśnie od pierwszego miesiąca… Dzięki temu nie drze się nie płacze nie marudzi… Wie jak się zachować choć ostatnio stwierdził że w domu będzie jadł nożem i widelcem, ale w restauracji jednak wykorzysta ręceJ  no cóż zjadł, pobawił się i nikomu nie wadził.
A teraz wyobraźmy sobie że ten sam 5 latek, który idzie z rodzicami pierwszy raz gdziekolwiek, nie ma pojęcia jak zachowują się ludzie w takich miejscach, widziałam taki przypadek, rodzice nie zjedli, dziecko krzyczało, płakało, odmówiło jedzenia… Dlaczego? Rozmowa rodziców tata mówi do mamy „trzeb go było zostawić u dziadków jak zawsze a nie zabierać”. Myślę że kiedy dziecko nie jest uczone, uświadamiane pewnych rzeczy nie nauczy się ich, reakcja tego 5 latka jak dla mnie było reakcją kilku miesięcznego dziecka na zabranie zabawki. Mam kazała usiąść w jednym miejscu  i grzecznie się zachowywać, dziecku które nie znało takiego zachowania… Oczekując że nie przystosowane do podporządkowania się zasadom dziecko, bez słowa wykona rozkaz.
Dzieci mają naturalną barierę ochronną, bronią się przed przymusami zasadami, jak każdy człowiek, nikt z nas nie lubi kiedy zaciska mu się zasady w jednej chwili bez uprzedzenia. Kto z Was zgodziły się na dwa razy więcej pracy za tą samą cenę i krótszym czasie, żeby szef mógł się dobrze bawić na Waszych oczach? Ktoś? Nie sądzę.


Nie wychodzimy często na obiady, z dwójką nie jest to łatwe ale chcemy im pomału  przyswajać zasady zachowania w grupie, chciałabym żeby moje dzieci szanowały innych, ich przestrzeń i potrzeby. Każdy idąc do restauracji ma prawo do zjedzenia posiłku w ciszy i spokoju. Podobnie jest z rodzicami i ich dziećmi. Oczekujemy szacunku ale nie szanujemy innych. Mi dzieci nie przeszkadzają są częścią mojego życia. Przerażają mnie w dzieci po 21 w knajpach, zmęczone, padnięte na kanapie w dziwnej pozycji….
 I tu dochodzimy do kolejnego konfliktu, mały człowiek wieczorem w restauracji? Zależy! Nie ma tak i nie… W Polsce nie wyobrażam sobie w knajpie dziecka po 21, ale w Grecji  czy Włoszech jak najbardziej. Dlaczego? Inny klimat, tak zupełnie, przerwa na sen w ciągu dnia i odpoczynek w najcieplejszej porze dnia i zabawy do 22 na zewnątrz bo jest jasno i temperatura na to pozwala…. Spędzając miesiąc w Atenach nie mając dzieci bardzo podobał mi się ten styl wychowania…. Wieczorne spacery, boisk, podwórko. Dlaczego bo można… bo nikomu dziecko nie przeszkadzało. Włoski styl bambini może wszystko. O dziwo te dzieci niby rozpuszczone potrafią zachować się w miejscach publicznych. Tak są wyjątki jak wszędzie.


Złoty środek istnieje tylko trzeb ago znaleźć, relaks z dzieckiem tak owszem, relaks solo, owszem. Co robimy z dziećmi kiedy wychodzimy? Ja wychodzę z nimi, na spotkania, na spotkania blogerów… jest to odbierane różnie, serio bardzo różnie, a podobno jesteśmy tolerancyjni. Nie ciągam dziecka nocą po knajpach bo po co. Ale w dzień na obiad dlaczego nie? Nie zmieniam pieluchy nikomu na stole, uważam ze to obrzydliwe, są do tego lepsze miejsca niż środek restauracji i gapiący się ludzie. Rozumiem że są różne wypadki, ale kurcze wychodząc gdzieś możemy to dopasować do rytmu dnia dziecka. Nie da się? Da zawsze się da. Moje dzieci rozregulowują tryb dnia kiedy coś się z nimi dzieje, źle się czują, są chore…  W takich momentach nikt swojego dziecka nie narazi na kolejny stres. Bo kończy się to nieustannym noszeniem jak  u mnie w przypadku weekendu blogerów. Nie zrezygnowałam, bo byłam organizatorem i nie wyobrażam sobie zostawić wszystko bo coś. Mała była marudna, ale dzielnie w nosidle zniosła trudy weekendu. Przytulona a ja z wolnymi rękoma mogłam większość  czynności wykonać.



Czy było łatwo? Nie i nikt nie mówił że będzie. Już będą w ciąży usłyszałam że jak się zdecydowaliśmy na dziecko to sobie mamy radzić… Radzimy sobie, lepiej gorzej, ale radzimy. Nie zamieniłabym tego okresu za nic na świecie. Jak powiedział mądry głosJ wszystko zależy od świadomości rodzica, a dziecko nas nie ogranicza. To my sami się ograniczamy.

Można robić dosłownie wszystko z dzieckiem nie krzywdząc go trzeba tylko mieć świadomość że może to trawć dłużej i być lekko trudniejsze a weekend we czworo będze również fantatycznym wypadem. Mój weekend taki był. 

Tekst może się wydawać niespójny owszem, bo są to moje myśli których nie chciało mi się ubierać w milion przemyślanych słów. Dla mnie macierzyństwo to przygoda, podróże i życie. Jestem mamą mogę wszystko! CHCĘ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz