poniedziałek, 16 marca 2015

szara rzeczywistość... co mi siedzi w głowie

Piękny tytuł czytanego ostatnio posta na blogu który bardzo lubię. Jednak  czytając tytuł kojarzy mi się on zupełnie z czymś innym. Z codziennością, która nas brutalnie uświadamia.
Przerażają mnie informacje o tym co rodzice robią dzieciom, o ilości dzieci w szpitalu z obrażeniami jakich doznały od swoich opiekunów...
Przeraża mnie tłumaczenie większości rzeczy depresją, czy ja nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
Pomijam przypadki kiedy kobieta jest sama... Jednak  bardzo często zdarza się że mamy nie są same! Mają partnerów, rodziców, przyjaciół. Dlaczgo nikt z tych bliskich nie reaguje na dziwne zachowanie mamy czy chociażby, zmęczenie... Objawy depresji można rozpoznać, poród zmienia dużo ale chyba każdy powinien widzieć różnicę. Serio pisałam ostatnio ze mój mąż z którym nie znałam się 20 lat przed ślubem, bardzo szybko doszedł do tego że dzieje się  ze mną coś niedobrego, coś co może odbić się na nas, na dziecku, na tym małym człowieku, który nie umie się bronić czy mówić...
Dlaczego tak wielu z nas udaje że nic się nie dzieje....




Dlaczego mama czekająca prawie do 40 z zajściem w ciąże, bo ma już wszystko, bo teraz przyszedł ten czas. Przychodzi czas na ciążę, co się dzieje potem? Jest kilka scenariuszy... Jeżeli jest ok spokojnie a jak nie to kobieta dostaje szału, bo wszędzie czyta że ciąża to piękny okres, wspaniały a ona czuje się okropnie i chciałaby już urodzić...  Rodzi się dziecko i kolejne rozczarowanie, jest małe, nie zajmie się sobą, brzuch nie skurczył się sam a waga dalej wskazuje nadprogramowe kilogramy. Poukładana matka kóra zaplanowała wszystko jest w szoku i rozsypce... Jak to możliwe, że jej idealne życie nagle stało się do bani.... Karmienie które miało być super, nie jest bo bolą ja piersi...
Kupki dziecka śmierdzą a zachwyt pozostaych rodziców nad kupkami i uśmiechamy jest dla niej mordęgą... Dlaczego kobieta która decyduje się na dziecko, podobno świadomie rapte w tym całym zamieszaniu wokół niego zapomina że są dookoła ludzie którzy są w identycznej sytuacji.
Gdzie te świadome matki tracą rozum rzucając po ścianach dziećmi?

Gdzie podziało się wykształcenie i świadomość, pojawia się hasło to mnie nie dotyczy... Im szybciej zrozumiemy że mamy problem i pozwolimy sobie pomóc... Dlaczego organizm, który powinien się bronić przed znieszczeniem zmierza dokładnie w przeciwnym kierunku. dlaczego się wyniszcza?

Mnie po porodzie najbardziej uderzała praca i szeroko pojęte media. Nie wróciłam do formy po pierwszym dziecku, dres stał się moim ubraniem powszechnym... a koszulki wecznie ubrudzone... Nie dla wygody jak sobie tłumaczymy, piorąc sterty dziecięcych ubrań zawsze możemy wrzucić tam swoją koszulkę, i nałożyć czystą...

Dopiero w drugiej cąży dotarło do mnie że to nie media nas atakują ale my same pragniemy wierzyć że macierzyństwo to kolejne wyzwanie w pracy... Nie to nie jest wyzwanie na miesiąc czy rok, to wyzwanie z którym mierzyć będziemy się do końca życia... Czy czuje się odpowiedzialna za swoje dzieci? Tak bardzo... Bo moje zachowanie ma wpływ na nich. Niezadbana matka z bdartymi paznokciami, w wyciągniętym dresie, bez makijażu i wiecznie zmęczona.

Kiedy ta szara rzecywistość spotyka matkę która nie ma rzeczywistego spojrzenia na świat, wkrada się depresja... To że kobieta jej nie zauważy lub nie jest jej świadoma- rozumiem, ale jak bliscy mogą nie dostrzegać że coś złego dzieje się z tą osobą postawioną w nowej dla niej sytuacji.

Ja potrzebwałam pomocy i nie umiałam o nią poprosić. Bylo mi ciężko a super dobre rady, kóre zamisat radami były szykanami brałam pdwójnie do siebie. Tak mimo że wzyke starałam się udawać, że mnie to nie rusza, każda przygana trafiała do mnie ze zdwojoną siłą wyrządzając ogrmne spusztoszenie.... Przyzam szczerze że po kilku miesiącach przedszkola po znalezieniu pracy w której czułam się świetnie zaczęłam czuć ulgę. Psychczną bo zmęcznie fizyczne dało popalić... Radość z drugiej ciąży? Tak ale po czasie... Na początku było niedowierzanie, stres o to co teraz, kiedyjuż osbie pouładałam pewne rzeczy mogłam się spokojnie cieszyć pięknym dla mnie okresem ciąży....
 Tak mimo bólu pleców, zmęczenia, zadyszek czy anemii to był dla mnie wspaniały okres... Zawsze na przyszłe mamy patrzęz łezką w oku...

Boli mnie każda rozmowa gdzie mama nie idzie na szkołę rodzenia bo już wszystko wie, a potem jest nieustanna panika, wkurza mnie jak nie korzystają ze spotkań apropo np. karmienia piersią a potem narzekają że im nikt nie pomógł... A gdzie szukałaś pomocy? Dlaczego zamiast poprosić o pomoc w przystawieniu do piersi prosisz o butelkę, a potem wszyscy są winni że nie karmsz tylko nie TY!

Wiele mam się pogniewa, bo słyszało że wszystko robi się instynktownie, owszem tylko jest małe ale, kiedy nie radzimy sobie z własnymi emocjami nikt nam nie pomoże jeżeli o to nie poprosimy... Warto prosić o pomoc, warto jest korzystać z tak łatw dotępnej pomocy... Po co potem narzekać? Większość sytuacji ożna przewidzieć... O większości można przeczytać, tylko po c skoro mozna eksperymentować na sobie i dziecku zamiast poświęcić czas w ciąży... Łatwiej zostawić dziecko z partnerem niż zabrać ze sobą, szkoda tylkoże dziecko trafia do szpitala z cieżkimi obrażeniami, bo ten musiał roładować złość... Chcąc dziecko, musimy mieć świadomość konsekwencji  sprowadzenia na świat nowej istoty, która tak wiele osób przerasta.

To co dzieje w obecnym świecie przerasta mnie. Nie jestem ideałem, obawiam się że ich nie ma... Przykro mi patrzeć jak ta szara rzeczywistość przerasta wiele osób na ich własne życzenie...

po drobinę kolory zajrzyj TUTAJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz