niedziela, 12 kwietnia 2015

Maż i ojciec.... Myśli poplątane...

Nie piszę personalnie żeby nie było że ktoś się obrazi, ale słucham opowieści mam, zaglądam na blogi czy zwyczajnie zaglądam na portale. Gdzie mamy piszą albo maż mi nie pomaga, albo że zajmując się dziećmi po pracy, spełniają swój obowiązek nie robiąc niczego nadzwyczajnego…
Z drugiej strony filmik z kąpiącym malucha ojce został okrzyknięty przez pewne kręgi za zwyrodnienie... O co tak serio chodzi matkom? Z jednej strony mają robić to co my a z drugiej przy walkach w sądzie stoją na przegranej pozycji..


Tak sobie myślę. Mój mąż był przy obu porodach, rzucony na głęboką wodę, kiedy wylądowałam w szpitalu z zapaleniem wyrostka robaczkowego, które mało mnie nie zabiło dzięki lekarzowi na izbie, ale to już zupełnie inna historia.




 Mąż dał radę zająć się synem! Nie tylko musiał ale i chciał. Równi dobrze mógł młodego zawieść do dziadków. Nie zrobił tego. Co nie znaczy że ma robić przy dzieciach wszystko. Jestem mamą dwójki dzieci  aktualnie będącą w domu, nie wyobrażam sobie chodź czasem jestem wykończona żeby podrzucić mężowi po pracy dzieci i pójść na miasto. Dlaczego? Tak zwyczajnie on ma swoją pracę(będąc w domu też pracujemy, nawet jeżeli dla wielu osób praca to etat i 8 godzin np. w biurze) ja swoją, odpoczywać możemy razem a jak już pisałam, nie chodzi o to żeby odciąć się od dzieci, ale o to żeby nauczyć się żyć z dziećmi. Kiedy będą na tyle duże żeby zostać same w domu, ok ale póki co staramy się znaleźć wytchnienie właśnie z nimi. Nie jest to łatwe i np. na wesele nie wyobrażam sobie pójść z moją przecudną dwójką, bo skończyło by się to ewakuacją już po 20. Możemy się jednak wybrać na weekend wszyscy razem, we troje zagrać w planszówkę z małą na kolanach.
Znowu odeszłam od tematu. Prawda jest taka że  otwieram szeroko oczy kiedy mama po powrocie taty z pracy, zostawia z nim dzieci i robi sobie długi wypad na plotki z koleżanką. Sorry ja wiem że to częsta praktyka i należy nam się wyjście z domu. Ale pomyślałyście chodź raz o swoich drugich połówkach? Po ilu godzinach pracy właśnie dla dzieci i dla Was wracają zmęczeni? Mają może jeszcze prać sprzątać i gotować! Ja wiem że jest podział kiedy oboje pracują, a kiedy nie? Obarczacie swoich mężów obowiązkami domowymi będąc w domu? Tak ja wiem masę zawodów można wykonywać będąc w domu… Można, ale co z tym domem?


Nie jestem przeciwniczką mamy idącej do pracy. Szczerze to ciągnie mnie do niej, ale jakoś nie mam serca zostawiać malucha ledwo rocznego w żłobku… Pogodzę się z tym o ile tylko znajdę pracę do której nie będzie trzeba dokładać…
Czy wtedy system postrzegania mi się zmieni? NIE! Narażę się ale dla mnie to kobieta powinna dbać o ciepło domowego ogniska i nawet pracując wiele na nas to robi, potrafi się organizować. Równo uprawnienie? A jest coś takiego?  Już na studiach przekonałam się że nie! Głównie dzięki wykładowcom starej daty… zgadzam się z nimi w jednym, kobieta powinna dbać o dom, nie chodzi o 24 h godzinne latanie z mopem, bardziej o klimat. O to by domownicy chcieli do niego wracać i czuli się w nim dobrze. O to by dzieci były szczęśliwe będąc w nim a nie odliczały godziny do powrotu do szkoły czy przedszkola.

Znowu zgubiłam wątek…  Tata ma w naszym domu ważne miejsce, nie tylko rozpieszczenia dzieci czy wynoszenia śmieci, ale i łagodzenia sporów miedzy mną a synem. Tak zdarzają nam się nie porozumienia odnośnie bajek czy jedzenia(kto wie ten wie że niejadkiem jest mój syn). Jednak gdy czasem dorwie się do zmywania naczyń aż mnie ściska że będąc „Panią domu” robi to za mnie mąż.



Nie potrafię sobie wyobrazić męża  z mopem i dziećmi przy,  a siebie na kanapie z gazetą. Tak, tak ja wiem w drugą stronę też nie do końca. Jednak po pracy sama męża staram się odesłać do pokoju żeby chwilę odpoczął i miał siły na zabawy z nami wieczorem. Można? można… Ne jestem przeciwna angażowaniu mężczyzn z życie domowe, przeciwna jestem zarzucaniu ich dodatkowymi obowiązkami tylko dlatego że nam się nie chce, bądź jesteśmy źle zorganizowane…  Brawo dla Panów którym to nie przeszkadza, ale co kiedy kiedyś im się zacznie nudzić lub przeszkadzać!  Nie jestem za wyręczaniem naszych silnych drugich połówek, ale nie wydaje Wam się że czasem rozpieszczając ich i dając  im chwilę spokoju możemy zyskać uśmiechniętego człowieka który sam nam zaproponuje wyjście? 

Możecie się gniewać obruszać, oburzać... Chwila odpoczynku i mój mąż i ojciec moich dzieci jest ich skarbem, najlepszym przenośnym placem zabaw, po którym skaczą i się bawią. Jest kimś na kogo reagują uśmiechem a nie strachem, że mam się poskarży że coś zmajstrowały(i o takiej pozie ojca słyszałam- ta mnie przeraża i ojcom którymi dzieci są straszone współczuje.... a mamom tak straszącym- ogarnijcie się!)  Idealnie nie jest, ale staramy się oboje dla nich dla tej cudownej dwójki, mimo że mama jest ok tata jest zawsze bohaterem:) 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz