poniedziałek, 20 lipca 2015

Jak na kajaki z dziećmi?

Daleko mi do siedzenia przed komputerem kiedy w domu dwoje dzieci które nie lubią się nudzić. Daleko mi też do pisania ale tym się pochwalę. Tak pochwalę! Wczoraj spontanicznie zebraliśmy się na spływ kajakowy, za Pieckami, spływ Krutynią...





Piękna trasa, i tak wiem że w Olsztynie też można wynająć kajaki ale klimat jest zupełnie inny. Pamiętam jak jeszcze jako para nie małżeństwo wybraliśmy się na kajaki, po jeziorach tu w Olsztynie. Fajnie było, ale właściwie bałabym się wypłynąć z dzieckiem. Niby umiemy oboje pływać, niby to samo a jednak zupełnie nie. Same widoki które zobaczycie niżej ni jak mają się do ogromnej tafli wody. Ciasno to ciasno, było na rzece, ale płyciutko, z uśmiechami. Poza kilkoma przypadkami głupoty, wszystko było bardzo przyjemne.


Od początku,  w trakcie śniadania, zerkając na pogodę za oknem ktoś rzucił hasło kajaki, szybka zbiórka, prowiant pakowany w pojemniki, nie dużo bo przecież nie planowaliśmy być tak 2 dni... Jakiś owoc, obowiązkowo woda, krem z filtrem, czapki, okulary.... Jakiś ręcznik, gdyby chciało nam się kąpać.


Pierwszą atrakcją było pytanie nas czy mała też płynie. Tak płynie. Tak ma 1,5 roku i płynie z nami kajakiem.

Płynie, w kapoku, potem bez, zauważyła że nie trzeba się wychylać i nawet kilku osobom pokazującym ją palcem pomachała. Jadła spała, śpiewała.


Piotr jest już zaprawionym kajakarzem, po drodze stwierdził że w ich pirackiej załodze zdecydowanie nie będzie wiosłował, bo nie jest do tego stworzony, ale jednak wiosłował. Szło mu wyjątkowo miarowo i fajnie po raz kolejny zgrali się z dziadkiem. 





Kurcze nie wiedziałam że robią takie małe kapoki:)  a robią i Juniorce mega wygodni się w nim spało:)

Pogoda idealna nam się trafiła, było ciepło ale z chmurkami i lekkim wiatrem, Dzięki czemu nie było jak na patelni, nie za mocno grzało, ale i nie trzeba było się ubierać, bez deszczu... Świetny wypad, serio. Jeżeli  dzieciaki się nudzą podpływasz do brzegu robisz przerwę. Potem wracasz płyniesz dalej. Nasza wyprawa to około 7km. Piękne widoki i masę zabawy:) 
Mała ilość wody odsłonił nie tylko piękne zakamarki rzeki, ale i gniazda mieszkańców, łabędzie, kaczki, ryby, ważki... Nasi towarzysze wyprawy.
Obejrzyjcie.


Tym razem, mimo sporej ilości ludzi było bardzo miło, jak już pisałam. Pomijając skoki do wody na główkę przy  młynie, gdzie kamieniste dno mogło go zabić... Ale co tam, mimo piwkowania uczestników, nie było wyzwisk, wulgaryzmów i głupich odzywek, był natomiast abordaż Piotra i dziadka, którzy brali kanapki i morskie żony ale bez jeńców:)  
śmiechy pomoc przy wypychaniu z mielizny,  takie wyprawy lubimy.





































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz