piątek, 7 sierpnia 2015

Jak się przygotować do rodzinnej sesji?

 

Zielonego pojęcia nie miała, do czasu spotkania Kasi... To była nasza pierwsza sesja profesjonalna. 
Kasię poznałam przez przypadek, sesja właściwe odbyła się w biegu w drodze do Olsztyna na dworzec... istne szaleństwo. 

Jak się przygotować, ni jak! Serio, do ostatniej były tlumaczenia i rozmowy. Teraz było tylko hasło że po drodze do domu pewna Pani zrobi nam kilka zdjeć a my pochodzimy chwilę po łące i nad jeziorem. Bez profesjonalnego makijażu, styliazji wymyślanej godzinami, luźno, wygodnie i z uśmiechem:)



Kiedy myślę o tej sesji to wychodzi na to że najważniejsze to znaleźć ideał fotografa, którego spojrzenie na życie jest podobne, w naszym przypadku była to Kasia, z która mogłyśmy poplotkować o córkach. Przyznaje że bardzo bałam się tej sesji. Nie dlatego że bałam się Kasi, bardziej bałam się że mój mały pasikonik odmówi współpracy jak przy poprzednich zdjęciach.


Początek sesji, a tu okazuje się że moje młodsze dziecię kochające aparat, zdjąć się nie daje z rąk, ale jeszcze nic starsze dziecię lekko zazdrosne nie odstępuje mnie na krok. Po chwili jednak zabawione biegało już po łące szukając owadów. Zabawione przez Panią fotograf:) 


Po chwili ja karmiłam córkę, jak się okazało były to nasze ostatnie podrygi karmienia piersią. Syn biegał po łące, zbierając mi i siostrze kwiaty czy szukając owadów. 


Kiesy pytałam czy mamy coś przygotować, Kasia mówiła że nie i fajnie wyszło bo sesja wyszła bardzo na luzie, niby szybko i w  biegu, ale w zdjęciach jestem zakochana. Są takie naturalne...


Nie jednokrotnie okazywało się że moje dzieci to istne huragany, chodzące demolki.... Są wszędzie, są szybkie i są nie do zatrzymania... Tak było  i tu, serio to zastanawiam się jak udało się Kasi złapać takie momenty jak ten niżej?















Dzinia i jej co ja mam zrobić z tym niby? 







To zdjęcie z początku sesji, kiedy t ten mały szkrab odmówił współpracy i gniewnie zerkał w kierunku aparatu.











Szybka zmiana miejsca, której nie mógł doczekać się pierworodny mój... Jezioro woda i zieleń to coś co lubi bardzo...









Jest i kilka zdjeć tylko ze mną:) nie przestarszcie się:) 





To zdecydowanie bardziej odpowiadające jej otoczenie, czuła się dużo pewniej... W końcu to wodnik, uwielbia wodę i wyciągnąć jej z niej nie można więc i tu nie obyło się bez prób wchodzenia do wody:) 




To zdjęcie jest jednym z moich ulubionych. Zwykle robię dzieciom zdjęcia komórką, a ona zawsze zabiera moją.... Tu jest ta mina kiedy pierwsze co przychodzi mi do głowy to "alo tata, zdjęcia mi robią, ratuj..."



Mogłabym patrzeć na te zdjęcia godzinami i godzinami o nich opowiadać... tylko po co. Większość z nich mówi wszystko a mi bardzo podoba się że ta sesja była taka naturalna, była nasza chodź bez taty... następna będzie obowiązkowo z nim:) 
A ja cieszę się niesamowicie, że w końcu mam fotki z moimi skarbami:) 


A jeżeli podobają się Wam zdjęcia to zapraszam na FANPAGE KASI
oraz na blog który prowadzi SIWKO.PL - nasza sesja i Kasi odczucia odnośnie naszej trójki:) 
Koniecznie zajrzyjcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz