środa, 2 marca 2016

Mama w trasie, czyli jak pojechac i nie zwariować?


Kiedy  pojawił się nasz syn, uzgodniliśmy z mężem że do czasu kiedy syn nie pójdzie do przedszkola, będę z nim w domu. Nie miałam z tym problemu. Droga do miejsca w którym jestem nie była łatwa. Był czas kiedy myślałam ze już coś się będzie działo, że będę pracowała z ludźmi, tego brakowało mi najbardziej. Pierwsza połowa 2013 roku była bardzo ciężka, w drugiej okazało się że pojawi się w rodzinie kolejna pociecha.

 Zapadła wtedy kolejna decyzja o moim zostaniu w domu. Szczerze mówiąc wiedziałam że była to dobra decyzja, zarówno dla mnie jak i dla zdrowia i odporności Młodego, który był po miesięcznym pobycie w szpitalu. W głowie mnóstwo pomysłów, ciąża dawała o sobie mocno znać a starszy syn zawsze był absorbującym dzieckiem, które uwielbiało towarzystwo. Moją małą odskocznią był wtedy blog, bardziej pamiętnikowy, odstresowujący.

Blog rozwinął się dalej postanowiłam zrobić spotkanie z mamami podobnymi do mnie. Było ono dwa lata temu. To spotkanie pociągnęło za sobą kolejne pomysły, które kolejno odhaczałam na liście do zrobienia. Przy okazji prowadzenia bloga poznałam całe mnóstwo, fantastycznych osób, ale i firm. Właśnie tak zaczęłam pracować w weekendy na spotkaniach organizowanych przez inne blogerki. Praca marzeń dla mamy, która w tygodniu może zajmować się swoimi pociechami a w weekend spotkać inne kobiety, wypić kawę, porozmawiać. Odpocząć chwilę od tego całego  domowego zamieszania.

Wiele razy słyszałam pytania na początku moich wyjazdów na spotkania jak to robisz? Jedziesz z dwójka dzieci kawał drogi, potem wracasz i tak sama? Tak sama, mam dwie ręce dwie nogi, prawo jazdy i kocham podróże. To że jestem mamą zmieniło moje podejście do wielu spraw, nie mogąc podróżować bez dzieci nauczyłam się podróżować z nimi. Samochód lubię, moje dzieci też.
Ostatnio udało mi się nawet pojechać na drugi koniec Polski tylko i wyłącznie z mężem co się bardzo rzadko zdarza. Zwykle weekendy są dla nas w rozjazdach, ale osobno. Moje spotkania lub jego turnieje, wyjazd we dwoje był dla nas sporym wyzwaniem. Zwykle jeżeli jedziemy razem to mamy ze sobą dzieci i generalnie droga mija nam na zabawach śpiewankach i poszukiwaniach postoju z różnych upodobań dzieci.



Z  mężem w trasie zawsze jest wesoło, najwięcej śmiechu. Za każdym razem kończy się to jakimś dziwnym podejściem, Co tym razem przyszło nam do głowy? Oglądanie felg. Tak! Wyobraźcie sobie mnie kobietę która mówi że te felgi 15 bardzo jej się podobają. Ja kobieta o felgach, śmiechu była co nie miara i dzięki właśnie felgom udało nam się znaleźć ciekawe miejsce na obiad.

Jako mama podróżująca z dwójką dzieci po naszych drogach mogę Wam powiedzieć tylko jedno, da się, wystarczy dobry fotelik, który jest też wygodny. Dobra organizacja dojazdu i zapas czasu na niespodziewane postoje. Sprawne auto i kompan, który sprawi że 9 godzinna droga po dzieci skończy się śmiechem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz