niedziela, 31 lipca 2016

Seecooking czyli moja tegoroczna strefa.


To zdjęcie jeszcze dość długo będzie krążyło po moich społecznościówkach. Bardzo je lubię i było początkiem mojej przygody z tegorocznym SeeBloggers. To zdjęcie  kiedy jeszcze czekałam na wejście na warsztaty, zastanawiając się co mnie właściwie spotka  i po co mi właściwie to był skoro ja gotuję głównie dla moich najbliższych. Niby im smakuje, ale jednak blogerką kulinarna to ja nie jestem i gotowanie jest dla mnie radością i zabawą nie pracą. Co z tego wyszło?
Wyszło bardzo dużo zabawy, niespodziewany dodatkowy punkt programu w niedzielnym planie dnia i dużo pysznego jedzenia. Opiekunkom strefy czyli Julicie i Ani  ogromnie dziękuję, te dwa dni spędzone z Wami były cudowne. Przygotowanie strefie i dobranie partnerów, brak mi słów. i to sobotnie gotowane z Wami do 20 czy nawet dłużej, no same wiecie :)
Od początku- Sobota:

Oliwia Bernady "Ryba, grzyb i warzywa, na dobry humor latem się przyda :)"

Oliwii chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, żeby nie było tak kolorowo, jej warsztaty otwierały strefę i tu pojawiły się małe trudności, niby wszystko przygotowane, ale okazało się że niestety nie wszystkie piekarniki działały, efekt był taki że warsztaty się przeciągnęły a i tak nie udało nam się przygotować wszystkiego co było zaplanowane. Trudno, chociaż lekko obawiałam się dalszej części strefy. Mając warsztaty nie tylko tu i chcąc zobaczyć więcej niż korytarz w biegu, potrzebny był ten czas z przerw który miałam zaplanowane. 



Bardzo podobało mi się podejście do gotowania i produktów, oraz związana z pewnymi niedogodnościami kreatywność. Po podziale nas na dwie grupy, jedna przygotowała rybę, druga lepiła pierogi, których nie dane nam było spróbować, szkoda. Ryba wyszła pyszna i mam nadzieję uda mi się ją przygotować w domu i zawiniętej w boczek mąż nie pozna (żarcik, mój mąż nie znosi ryb więc muszę się nieźle nagimnastykować żeby zjadł jakąś)


2 Bitwa blogerów

To było małe wyzwanie, zaczęło się później niż w planie, chociaż i tak myślałam że będzie dłużej. Czym była bitwa? Zmaganiami na miarę tej strefy. Każda z 3 bitew liczyła po 8 blogerów w zespołach po dwie losowo sparowane osoby. Brzmi jak szaleństwo prawda? Zapisałam się dla zabawy, serio. Nie bardzo wierzyła że mam jakiekolwiek szanse wydostać się poza bitwę. W drodze losowania przypadła mi taka wesoła osoba:) Widząc produkty przygotowane przez Macieja (każdy z kucharzy zaproszonych do strefy przygotowywała swoją czarną skrzynkę z produktami) Wyobraźcie sobie że macie: rabarbar, orzechy włoskie, syrop klonowy i rukole, taką czarną skrzynkę przygotował dla nas Maciej Nowicki. Co robicie? no cóż pierwsza myśl była świetna, jednak większość z drużyn myślała podobnie. Postanowiłyśmy zaszaleć i co zrobiłyśmy jabłko zapiekane pod kruszonka z orzechami. 




Chwila grozy kiedy to nasze jabłko stanęło obok piramidy z ciasteczek z kremem,  czy truskawek w tempurze, no cóż nie ukrywajmy że to nasze jabłko było takie mało ekskluzywne. I co się okazało? Czekając na werdykt biegałam między górą, gdzie miały się zacząć kolejne warsztaty a dołem czekając na to co powiedzą o jabłku. Osobiście słysząc że to tradycja wygrała i wiedząc patrzącego na nas Macieja nie bardzo wiedziałam o czym mówi, dopiero kiedy usłyszałam tak jabłko wygrało jesteście w finale, chyba nawet podskoczyłam z radości. Całą resztę dnia się unosiłam. 

Maciej Nowicki - "Historyczna rekonstrukcja kulinarna" - warsztat

Warsztat Macieja, mimo że zaczął się sporo później i kończył się kiedy już pierwsze osoby schodziły się na wieczorną imprezę a część w której odbywały się warsztaty opustoszała  do 13 ludzi łącznie z panem strażnikiem, był chyba najbardziej luźnym i cieszącym się gotowaniem warsztatem. Bardzo cieszy mnie że będę miała jeszcze okazję z nim gotować (jedną z nagród dla finalistów bitwy będą właśnie warsztaty z Maciejem w Pałacu w Wilanowie- nie mogę się doczekać)  


Warsztaty były tak wspaniałe, że telefon wyciągnęłam tylko raz, przez co nie zrobiłam zdjęcia przepysznego deseru. Nie przejmujcie się wszystko co udało się  wtedy ugotować postaram się przygotować jeszcze raz a już na sto procent nie odpuszczę sobie tego deseru. Omlet z bobu, kaczka i cukrowy groszek, do tego obłędny sos i obawiam się, że drugiego dnia tez czeka mnie ta strefa a zgubione kilogramy za chwilę mnie znajdą i wróci z nawiązką. To było warsztaty bardzo slow,  cudownie prowadzone z ogromną ilością rozmów o produktach  o kuchni i historii. Właśnie takie klimatyczne warsztaty lubię na których jest grupka osób, tych osób które chcą.

Niedziela.

#kochamTO! Gotuj z pasją z marką Siemens - warsztaty Joseph Seeletso

To strasznie monotonnie brzmi, ale ta strefa w tym roku emanowała taką energią, takim uśmiechem, cudownym jedzeniem i ludźmi których można było tam spotkać,  że przebierała nogami już od rana. Józek, okazał się bardzo wesołym i otwartym człowiekiem, którego pierwszego dnia mijałam żeby w niedzielę posłuchać i zobaczyć jak gotuje. 


Te uśmiechy nie kłamią i mimo że w głowie już miałam finał bitwy blogerów, co Józek od razu zauważył gotowanie z nim było ogromną ilością śmiechu i wspaniałej zabawy. Udało nam się również przygotować pyszna kaczkę, z pieczonymi buraczkami i kaszą z warzywami. Danie które było pyszne, łatwe i do tego wiem że posmakuje moim domownikom.  


Finał Bitwy Blogerów 

W finale spotkały się 3 drużyny, które wygrały zmagania w sobotę, tym razem czarne skrzynki przygotował nie kto inny jak Tomasz Jakubiak. No zgadnijcie co było w środku. Czarna skrzynka zawierała: szpinak, orzechy włoskie, suszone pomidory. W tym wypadku musiał być użyty każdy produkt. Mieliśmy godzinę czasu i wsparcie wszystkich gotujących z nami kucharzy. Przyznaje byłam przekonana że po dniu robienia kaczki będziemy mieli jakieś mięso, jednak poza mielonym mogłyśmy wybierać w rybach (mogłyśmy, do finału dotrwały same kobiety.) Piekarnik przeciwko nam nie pomógł ale udało się dopiec rybę, musiała być całkiem niezła pod zieloną pierzynką i na dość pikantnej salsie z mango, ale nie była najlepsza. 


Zdjęcie jest okropne musicie wybaczyć, ale było robione dosłownie z locie do degustacji a chipsy lekko przypaliłam. Tak czy inaczej kolejny sposób na rybę, ale ten zdecydowanie nie w guście mojej drugiej połowy więc będę ja robiła jak męża nie będzie :) 



Dziewczynom w czarnych fartuszkach należą się ogromne gratulacje, bo to właśnie one przygotowały zwycięskie klopsiki. Były tak pyszne że nawet nie starczyło do próbowania :) 

Tomasz Jakubiak - "#behealthywithNetto" - Warsztaty kulinarne

Ostatnie już warsztaty w tej strefie,  dla mnie osobiście mimo wspaniałych produktów,  ciekawych pomysłów, najsłabszy warsztat dwóch dni. Szkoda bo czuję po nich niedosyt, może to zwyczajnie pęd i zmęczenie, ale miałam nadzieję na perłkę zakończenia. 



Dlaczego wybrałam takie warsztaty usłyszałam nie raz, niejednokrotnie też podczas warsztatów, w słowach niezadowolenie że na tę strefę powinni mieć wejścia tylko blogerzy kulinarni. No cóż kochani, kocham gotować, uwielbiam eksperymentować w kuchni chodź gotując głównie dla nich nie są to szaleństwa. Jednak bardzo to lubię, dobrze czuję się krzątając w kuchni i ogomnie się cieszę że mogłam na tegorocznym SeeBloggers spędzić tyle czasu właśnie gotując. No i zasada kto pierwszy ten lepszy nie tu ratowała.

Jeżlei chodzi o partnerów strefy muszę przyznać że jestem pod wrażeniem i szkoda, że w Olsztynie nie ma Netto:)  Z czajnikiem Siemiens czeka mnie jeszcze randka kiedy tylko aktualny czajnik wyzione ducha a dziewczyny z Fit&Easy mogą mieć mnie dość za dolewanie mi kotajli i bunkrowanie kawy podczas warsztatów:)  Wydaje mi się że była to bardzo rozbudowana strefa która mając odrobinę więcej miejsca byłaby w stanie zmieścić wielu blogerów więcej.



Czy warto było sędzić tyle czasu właśnie w tej strefie? Tak! Przyznaję się jest jedna osoba, która stworzyła konkurencje dla tej strefy i była to wspaniała osoba, z którą ucięłam sobie bardzo długa rozmowę o kosmetykach w niedzielny poranek, a która mimo ogromnej kolejki do stoiska kibicowała mi i trzymała kciuki. Jednak całokształt dla mnie osobiście jest nie do przebicia i bardzo chciałabym ponownie spotkać tych wszystkich ludzi, których spotkałam w ciągu weenendu.

To był dla mnie bardzo dobry czas, czas który pokazał mi kilka nowych rzeczy i który utwierdził mnie w tym moim podejściu do gotowania, które bardzo chciałabym zgłębiać, może też trochę na blogu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz